lwia część

Życzysz mi, a więc i ja sobie życzę samych dobrych horoskopów.

Nikt nie mówił, że żyć będzie łatwiej
kiedy Ty nie wiesz, że…
ta lwia część,która tęskni za Tobą
która we mnie jest
a we mnie ta lwia część
która myśli za Tobą

Cała na świat

Jeszcze trochę nie mogę się odzwyczaić. Od pozytywnego myślenia, od uśmiechu, od dobrych chęci. Nie mogę uwierzyć, że po raz kolejny wpadłam w tą samą pułapkę. Złudzeń. Budzę się w nocy z niemym krzykiem na ustach i nerwowo sprawdzam, czy jesteś obok. Nie ma cię. No tak, to tylko sen. Wszystko to co było między nami sobie wymyśliłam. Ciebie też sobie wymyśliłam. Przyśniłeś mi się pewnej jesiennej nocy i zostałeś na chwilę, na jakiś czas. Jak sen na jawie. Teraz jesteś jawą we śnie. Już nic nie wiem. Czy długo spałam? A może wcale? I dlaczego trzęsą mi się ręce? Dlaczego wciąż czekam i nasłuchuję twoich kroków? Szepczę twoje imię w pustkę nocy. Wróć, daj mi szansę. Nie odzieraj mnie z marzeń. Przecież obiecałeś, że już niedługo będę szczęśliwa.

Szkoda mi czasu spałem długo
Nie chce dłużej żyć ułudą
Budzę się w nocy niecierpliwy

Pod ciepłym kocem skulę kości

Otwórz drzwi, proszę. Już trochę marznę. Wyczekuję. Nawet najdrobniejszy szelest w nocy wprawia mnie w drżenie. A co jeśli? Powoli zapominam o przeszłości. O tym, co było przed tobą. Nie, nic nie było przed tobą. Ani nikt. Jesteś pierwszy i ostatni. Jedyny. W tobie jest to wszystko, w co wierzę i co pozwala mi przetrwać. Ty jesteś tym wszystkim. Nie ma już dla mnie nadziei. Droga powrotna nie istnieje. Dlatego proszę, otwórz te cholerne drzwi. Inaczej będę musiała zniknąć. Udawać, że nie istniałeś, a więc i ja nie istniałam.

A co, jeśli to mnie wyglądałeś?

Zupełnie zatraciłam zdolność do racjonalnego spojrzenia na sytuację. Ewidentnie mnie ponosi wyobraźnia. Wpadam ze skrajności w skrajność. Kocha albo nie kocha. Dla mnie albo nie dla mnie. Pierwsza albo ostatnia. Jest aż tak dobrze by chwilę później było aż tak źle. Obserwuję, zbieram informację, analizuję każde zachowanie. Nadinterpretuję. Czasem walczę, a czasem się wycofuję. Kompletna histeria. Mam żal do siebie, że mówienie o uczuciach nie przychodzi mi z taką łatwością jak pisanie. Kocham. Wiem to i czuję. Przyglądam się temu słowu i jestem dumna. I spokojna, bo wiem, że ta wiadomość nie dotrze do adresata. Jestem tchórzem niezmiennie od lat. W dodatku nie potrafię uczyć się na własnych błędach. Jednak wiem, że jeszcze nigdy nie było tak dobrze jak w momencie, gdy wyrzekłam się wszelakich gierek damsko-męskich. Będę sobą. Cierpliwą, wyrozumiałą, niezłomną. Przygotowaną do porażki, lecz zupełnie nieprzygotowaną do zmian na lepsze.

Jesteś napadem szaleństwa chwilowym, co zdarza się w jednej z tych sekund przed snem

usychanie tkanek

To dla mnie wciąż niepojęte, że człowiek może tak z dnia na dzień zniknąć. Był tu przecież cały czas i obiecywał, że zostanie. A teraz tak uparcie go nie ma. Nic i nikt nie jest na zawsze. Nie chcę już tracić więcej czasu. Boję się jutra. Chciałabym już postawić sprawę jasno. Być pewną. Siebie. I jego.

sen
słuszny lek
nanozgon

znam Cię, a ty mnie w ogóle nie znasz

To kompletnie bez sensu. Z bijącym sercem nasłuchuję kroków na korytarzu. Cisza. Nie wrócił. A ja nie powinnam czekać. Ale to wciąż jest jesień, chociaż ładna i nawet mało depresyjna. Całkiem nieźle gotuje. Wieczory są stanowczo za długie i zbyt puste. Tak uroczo się uśmiecha. Zbliża się zima. Jest tak naiwnie szczery. Wieczory będą jeszcze dłuższe. Ma mnie w garści. Nie wiem co dalej. Chcę uwierzyć i poczuć się choć przez chwilę lepiej. Chcę na niego zasłużyć. Wypełnić nim długie wieczory. Tą pustkę. Siebie.

nie ma dla mnie miejsca
w miejscu, w którym stoję
miłość jest jak wojna
błagam przytul mnie

Znów wędrujemy

Jestem na zakręcie, to pewne. Panicznie się boję tego, co się czai za rogiem. Niepewność gryzie mnie od środka, nie pozwala się uspokoić. Nie potrafię, nie mogę podjąć żadnej decyzji. Dokonać wyboru. Wziąć to, co samo wpada mi w ręce, czy dalej czekać na to czego pragnę, ale może nigdy nie nastąpić? Dlaczego życie nie chcę dać mi żadnej gwarancji, że w końcu będę szczęśliwa? Rzeczywistość zaczyna mnie przytłaczać. Nużą mnie powtarzające się w koło spokojne poranki, a ciche wieczory palą mnie od środka. Może to najwłaściwsza pora, żeby tak po prostu spakować swoje rzeczy i uciec stąd. Gdziekolwiek, choć na chwilę. Odpocząć.

Strwożona myśl jak w klatce ptak

Państwo wybaczą. To nie czas i nie miejsce na tego typu wynurzenia. W pewnym wieku po prostu już nie wypada. A wciąż mimochodem wracam do rozdziałów nieodwołalnie zamkniętych. Usilnie próbuję zachować choć cząstkę dawnej siebie. Nie tak wyobrażałam sobie swoje życie pięć lat temu. Scenarzysta się nie popisał. Nikt tego nie chce oglądać, nawet ja. Właściwie to przede wszystkim ja. To kolejna jesień, która zaraża mnie swoją depresyjną aurą. Schematycznie aż do bólu. A jedyne światełko w tunelu? Najprawdopodobniej nie świeci tylko dla mnie. Choć i tak dobrze go mieć pod ręką. Tylko po to, żeby nie tracić nadziei. Wstyd się przyznać, ale boję się wymagać więcej.

Ta noc bezsenna? to przez wiatr

Nie umiem krzyczeć. Nie umiem pisać wierszy. Nie umiem rozmawiać o uczuciach. Umiem tylko wypisywać kilka banałów o życiu i miłości w ogóle. O tym, że się boję niczego, ale czegoś jeszcze bardziej. O tym, że mam wyrzuty sumienia, bo nic nie zrobiłam, ale jeszcze większe, bo zrobiłam cokolwiek. Nie ma dobrych scenariuszy. Są takie bez dramatów i łez, ale i bez happyendów. Są takie z ryzykiem, które pozbawiają tchu z wrażenia i łkania na przemian. Bez Ciebie jestem nikim. Ale byłam nikim i bez Ciebie. Więc żadna w tym Twoja zasługa. Moja także żadna.

A rozum kto traci? Ja…