obiecałeś że zabierzesz mnie w miejsca których nie ma

Minął rok. Od wszystkiego. Odkąd zapomniałam kim zawsze chciałam być. Kim jestem. Notorycznie dręczy mnie myśl, że coś poszło nie tak. Mój czas minął, chociaż dopiero co miał nadejść. Im dalej w las tym mniej potrafię zmienić. Tym mniej potrafię się zaangażować. Tym bardziej chcę zmian, Zawsze chciałam pisać, ale już nie potrafię. Zapomniałam o wielu rzeczach, które były dla mnie ważne. O wielu ludziach. I tak cholernie tęsknię za przeszłością.

to miało być tylko dla zabawy

Im bardziej jestem pewna, że coś się ułoży tym większe jest prawdopodobieństwo, że w krótkim czasie legnie w gruzach. Ot, taka prosta zależność. Zagrałam, jak się okazało, drugoplanową rolę w historii pewnej znajomości. Facet jak to facet – wykorzystał okazję. A ona? Zabrała go sobie, bo… mogła. Ugodzona ambicja uderza w kobietę równie mocno jak złamane serce. Bo jak mogłam nie zauważyć, nie domyślić się, nie zawalczyć. Tylko czy było o co? Coraz częściej mam poczucie, że życie toczy się gdzieś za moimi plecami. Poza mną. Otwieram oczy na chwilę, by się rozejrzeć i stwierdzić, że z zamkniętymi było dużo prościej. Bo czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. A co zobaczyły? No cóż, nic przyjemnego. Mieszanka zazdrości, poczucia winy, złości, smutku i kilku innych składników z kategorii tych raczej nie wskazanych. I zamiast serii obelg, które się ewidentnie tej szmacie należały obdarowałam ich wymuszonym uśmiechem i niekłamanym życzeniem powodzenia, które mu się teraz przyda jak nic innego.  I tak sobie zaklinam rzeczywistość, chcę czas cofną o dni kilka i upraszam tam na górze choć jedną plagę egipską, coby spadła i ziarno nieporządku zasiała tam gdzie trzeba. I liczę na to, że karma to suka i nieuchronnie pokaże na co ją stać. Jak u mnie? Przecież mówiłam, że nie mam z tym żadnego problemu.

‚z tego miejsca jeszcze nie wracałem
nie jestem nawet pewien czy się da
wolałabyś to wymazać lub cofnąć
nie próbuj bo jeszcze się da’

Powtarzasz nie, to nie ma szans..

Znużyło mnie czekanie. Niekończące się podchody. Przepychanki. Mam dość bycia potulną neurotyczką, która jest w stanie permanentnego oczekiwania. Tylko właściwie na kogo? Na co? Aż ktoś mnie zauważy? Doceni? Pokocha? Ciągle próbuję sobie coś udowodnić, bezcelowo walczyć z wiatrakami. Kompletnie zgubiłam trop. Nie wiem czego chce od życia i od innych, co robię dobrze, a do czego się nie nadaję. Kolejny raz kończy się jakiś etap w moim życiu, a ja dalej nic nie mam. Powoli dociera do mnie, że powinnam znowu zacząć od początku. Zmienić coś, uciec. Może spalić za sobą mosty. Wokół mnie są ludzie, którzy już wybrali i wiedzą czego chcą. A ja się miotam i nie mam w nikim oparcia. I choćbym bardzo chciała nie potrafię osiągnąć stabilizacji życiowej. Ale nawet w imię uczuć nie potrafiłam rzucić wszystkiego i nauczyć żyć się chwilą. Ciągle w zawieszeniu. Powtarzam nie, to nie ma szans.

Nieprawda

Próbując godnie pogodzić się z nieuniknionym jego odejściem stara się podchodzić do całej sprawy z wymuszonym optymizmem. Że jak zmiany to tylko na lepsze, że i tak nigdy nic, że bez siebie będą szczęśliwsi. Nie da po sobie poznać, że już na samą myśl o rozstaniu robi jej się słabo i tak bezmiernie pusto w środku. Ale na użalanie się nad sobą przyjdzie jeszcze czas. Teraz kreuje jego wspomnienia. Daje mu prezenty, pozostawia swój zapach na jego ubraniach, a w jego umyśle tworzy sieci czarujących skojarzeń. Już zawsze zapach świeżo wyciskanych owoców z rana będzie przywodził mu ją na myśl. Dalej będzie hodował kwiatki, bo ona je tak lubi. Będzie chciał stanąć za jej plecami z zaskoczenia, tak jak dawniej i zobaczyć jak przez jej ciało przebiega dreszcz. A potem upajać się jej słodką złością. Ona nigdy nie przestanie zachowywać się jak mała dziewczynka. Dlatego mu nie powie, jak bardzo chce, żeby został.

Chcę od twoich oczu dostać jedno zostań
Daj mi je za karę, wiem przecież, że nie zostaniesz

naśladujemy stan zakochania

Wątpliwości nie okazały się być tylko kwestią czasu. Dystans również nie pomógł w obiektywnym spojrzeniu na sytuację. Powróciłam z nową energią do tego co już było. Do czegoś za czym strasznie tęskniłam. Nadal nic nie wiem. Chyba pora nauczyć się czerpać z nieprzewidywalności życia. I wciąż czekać, bo na nic innego mnie nie stać.

Rozczarowana brakiem odpowiedzi, brakiem wzajemności, wyhodowałam drugie serce..

kreskówki na dobranoc

Czasem czuję się tak cholernie bezsilna. Notorycznie rozczarowują mnie moje własne wybory. Niczego nie potrzebuję teraz tak bardzo jak akceptacji. Poczucia, że moje starania mają sens. Nie chcę, żebyś miał mnie dość, ale boję się, że zapomnisz o mnie bez żalu. Pogubiłam się.

Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać. 

Obawiałem się tego, ale nie myślałem o Tym.

To ostatni raz, gdy przyglądam się tym ścianom. Widziały już niejedno. Ostatni raz też patrzę na tych ludzi i wiem, że mimo wszystko będę tęsknić. Za tą codziennością z ich udziałem. Za rutyną, która dawała mi spokój i poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że kończy się pewien etap w moim życiu. Nie wiem natomiast co dalej. I gdy po raz ostatni nachalne światło przypominam mi gdzie jestem, a raczej gdzie już jutro mnie nie będzie czuję lęk. Czy aby na pewno zmiany są dobre?

Może będę mniej się bała

Prozaicznie aż do bólu. Prosto i bez zbędnego zadęcia. Całkowicie nieromantycznie. Zwyczajnie. A mimo to bezwarunkowo uśmiecham się do siebie natchniona jakąś nową nadzieją. Wierzę w rzeczy niemożliwe i wiem, że skazana jestem na porażkę. Ale nic nie mogę poradzić na to, że to właśnie ta nadzieja czyni mnie szczęśliwą. Nie chcę wybiegać w przyszłość i snuć czarnych scenariuszy. Jest dobrze, więc chyba warto to wykorzystać.

Jednak potrzeba mi tych twoich słów i trzeba twojej pamięci. Pamiętaj o mnie, dobrze? Może będę się mniej bała, może będę usypiała spokojnie.

Jestem za blisko, żeby mu się śnić.

Posiadam pewną przedziwną nieumiejętność. Nie potrafię definitywnie zamknąć zaprzeszłych rozdziałów mojego życia. Palić za sobą mostów. Wszystko co dobre potrafię zniszczyć. W patologicznych relacjach trwam najdłużej. Czasem mam wrażenie, że moje szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Ale nie umiem po nie sięgnąć. Albo nie chcę. Szukam wymówek chętniej niż miłości. Czuje się obco w swojej skórze. Nie jestem gotowa na nowe początki. Nie mogę się zdecydować, czy powinnam się śmiać z siebie czy jednak nad sobą użalać. Zrób coś, żebym mogła uwierzyć, że to wszystko ma jeszcze jakiś sens.